Posts Tagged ‘maciej’

Wiara podstawą sukcesu

piątek, sierpień 28th, 2009

Tydzień temu w Chinach odbył się kolejny turniej z cyklu Pro Tour. W kategorii mężczyzn mieliśmy tylko jednego reprezentanta, Jakuba Kosowskiego. Podróż do Chin z Europy jest długa i męcząca, do tego dochodzi zmiana strefy czasowej. Polak zagrał w tych zawodach tylko trzy gry. Warto było? W krótkim wywiadzie udzielonym po tym turnieju Jakub stwierdził, że tak. Przed rozpoczęciem nowego sezonu miał możliwość poczuć ”meczowy stres”. Cieszył się, że miał okazję zagrać z Wang Liqinem, nabrać trochę doświadczenia.

Ten wywiad był krótki, ale pokazuje jak powinno myśleć się o grze z lepszymi od nas. To ciekawe przeżycie, z którego dużo możemy się nauczyć, a nie kara. W czasach, kiedy sam jeździłem na Pro Tour- y, wielokrotnie w polskiej reprezentacji słychać było komentarze typu: Z kim grasz? Z Timo Bollem? No i po co było tyle jechać na te zawody?. Podejście, delikatnie mówiąc, dziwne.

Skoro już o Kubie mowa. Przez dwa lata trenowaliśmy w tym samym ośrodku tenisa stołowego w Dusseldorfie. Widziałem jak profesjonalnie podchodził do treningów. Robi tak już od wielu lat i ostatnio dzieje się to, co się wreszcie stać musiało. Jakub przez rok czasu awansował o 60 miejsc w rankingu światowym(jest obecnie na 82 miejscu), zdobył Puchar Niemiec i coraz lepiej radzi sobie w niemieckiej bundeslidze.

Ciężka i konsekwentna praca opłaciła się również Filipowi Szymańskiemu. Może i nie jest obecnie najlepszym zawodnikiem w Polsce, może i nie jest czołową postacią naszej reprezentacji. Jestem jednak pełen podziwu, do jakiego poziomu doszedł dzięki własnej determinacji. Inwestował swoje pieniądze w liczne wyjazdy na turnieje międzynarodowe. Niektórzy nawet się z niego śmiali, nie rozumieli po co to robi. Muszę przyznać, że czasami też nie widziałem większego sensu w jego postępowaniu. Dostrzegałem tylko same problemy: wysokie koszty, ryzyko zagrania tylko 2-3 gier itp. Filip się tym wszystkim nie przejmował. Do czego doszedł? Doszedł do tego, że w następnym sezonie będzie grał w niemieckiej bundeslidze. W bundeslidze, o której sam przez wiele lat marzyłem.

Jeżeli chce się być dobrym zawodnikiem w kategorii seniorów, powinno się nie tylko spędzać kilka godzin dziennie na sali, ale przede wszystkim powinno się…wierzyć. Wierzyć we własne umiejętności i w sukces, który wreszcie musi przyjść. Jakub i Filip są tego najlepszym przykładem. Właśnie w takich ludzi powinno się inwestować, właśnie tacy ludzie mogą osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej. Nie ma sensu stawiać na utalentowanych młodzieżowców, którzy nie potrafią(lub nie chcą) dobrze pracować na treningach. Jeszcze się taki nie urodził, który tylko dzięki talentowi został Mistrzem Świata…

Sens cierpienia

piątek, maj 15th, 2009

Kilka miesięcy temu jadąc samochodem z Gdańska do Ostródy byłem w doskonałym nastroju. Wracałem z wygranego meczu ligowego. Moja drużyna spisywała się świetnie, mieliśmy realne szanse ukończyć sezon na podium. Czułem się bardzo dobrze zarówno w nowym klubie, jak i w nowej grupie treningowej. W głowie układałem sobie plan działania na najbliższe miesiące. W naszym życiu natrafiamy jednak na wiele przeszkód, a ja na jedną z nich trafiłem właśnie tego dnia.

12 stycznia miałem poważny wypadek samochodowy. Spędziłem w sumie ponad dwa miesiące w szpitalach. To co w nich przeżyłem i co widziałem było koszmarne. Jako młody człowiek nie myślałem o nieszczęściach, które mogą mi się przytrafić. Teraz wiem, jak bardzo się myliłem.

Nieszczęśliwe wypadki i choroby należą do życia, są jego cząstką. Ważne jest, aby z każdej przeszkody uczynić swoją szansę. Gdy człowiek znajdzie się w trudnej sytuacji powinien podjąć walkę. Można w niej tylko zyskać. Lance Armstrong powiedział kiedyś bardzo mądre słowa: “Możliwości człowieka są o wiele większe, niż możemy to sobie wyobrazić. Nie mamy pojęcia, jakie tkwią w nas pokłady siły i odwagi dopóty, dopóki nie znajdziemy się w śmiertelnym niebezpieczeństwie”. Armstrong najpierw pokonał raka, a potem siedmiokrotnie wygrywał najcięższy kolarski wyścig świata Tour de France. Jest on doskonałym przykładem na to, że cierpienie ma sens. Cierpienie jest środkiem, który pozwala człowiekowi stać się doskonalszym.

Nauka profesjonalizmu

środa, styczeń 7th, 2009

W poprzednim roku Timo Boll zdobył trzy złote medale Mistrzostw Europy, wygrywał również turnieje z cyklu Pro Tour. Jego sukcesy są imponujące, podobnie jak osiągnięcia Vladimira Samsonova. Tych dwóch zawodników zdominowało europejski tenis stołowy w ostatnich latach. Jaka jest szansa, że w przyszłości to jeden z reprezentantów Polski będzie grał na takim poziomie i to przez tyle lat? Niestety niewielka. O tym, dlaczego tak jest, dyskutowano wielokrotnie. Mówiono o tym, że za krótko pracuje się z zawodnikami w centralnych ośrodkach szkolenia, o złej organizacji w Polskim Związku Tenisa Stołowego, o zbyt niskich nakładach finansowych. W tych często bardzo gorących dyskusjach nie poruszano jednej, bardzo ważnej kwestii. W ośrodkach szkolenia uczy się gry w tenisa stołowego, ale nie uczy się…profesjonalizmu.

Ile to już razy mówiono w Polsce o zmarnowanych talentach? Ile razy młodzi zawodnicy, którzy mieli decydować o sile naszej reprezentacji, w wieku 18-20 lat gubili gdzieś motywację do ciężkiej pracy? Wielu z tych, którzy przez kilka lat trenowali w ośrodkach, obecnie nie gra nawet na poziomie polskiej ekstraklasy czy 1 ligi. Dlaczego tak jest? Najłatwiej obwinić za to samych zawodników. Najprościej powiedzieć, że gdy zaczęli zarabiać niezłe jak na polskie warunki pieniądze, to po prostu im ? odbiło ?. Ja się jednak z taką oceną nie zgadzam.

Do ośrodków trafiają ambitni, ale i bardzo młodzi ludzie. Mieszkają w internatach, swoich rodziców widują rzadko. Wtedy właśnie bardzo ważną rolę do spełnienia ma wychowawca grupy. Powinien nie tylko pilnować ciszy nocnej, ale i być kimś w rodzaju mentora, wzorem godnym naśladowania. Bo kto ma nim być, skoro rodzice są oddaleni od swojego dziecka często o kilkaset kilometrów?

Podobnie sytuacja wygląda z trenerem. Dobry trener to nie tylko ten, który mówi jak się gra topspin czy blok, ale również ten, który potrafi znaleźć wspólny język ze swoimi zawodnikami, potrafi nauczyć ich szacunku do przeciwnika czy profesjonalnego podejścia do treningów. Właśnie tak pracuje Mario Amizic i to głównie dzięki niemu Samsonov jest nie tylko utytułowanym tenisistą stołowym, ale i ułożonym, spokojnym człowiekiem oraz stuprocentowym profesjonalistą.

Jeżeli centralnym systemem szkolenia obejmuje się zawodników tylko w wieku od 15 do 19 lat, to tym większą wagę powinno przywiązywać się do ich odpowiedniego wychowania. Trzeba nauczyć ich samodyscypliny i profesjonalnego podejścia do sportu, bo tylko wtedy jest szansa na to, że po opuszczeniu ośrodka sami pokierują swoją sportową karierą na tyle mądrze, że będą w stanie rywalizować z najlepszymi.

Jaki był ten rok dla polskiego tenisa stołowego?

wtorek, grudzień 30th, 2008

Sylwestrową noc spędza się na wiele sposobów. Można bawić się ze znajomymi do białego rana, można też przywitać Nowy Rok oglądając telewizję i wypijając symboliczną lampkę szampana. Jedni nadają temu wydarzeniu wyjątkowe znaczenie, inni wręcz przeciwnie. Wszyscy jednak głęboko wierzą w to, że zbliżający się rok będzie lepszy od poprzedniego. Ten czas sprzyja również podsumowaniu tego, co udało nam się osiągnąć w mijającym roku. Każdy z nas przeżył piękne chwile, ale i każdemu z nas przytrafiło się coś, o czym chcielibyśmy szybko zapomnieć.

Jaki był ten rok dla polskiego tenisa stołowego? Uważam, że pod względem czysto sportowym był to rok udany. Wszystkie negatywne wydarzenia kojarzą mi się niestety tylko i wyłącznie z Polskim Związkiem Tenisa Stołowego, a więc ze sprawami organizacyjnymi. Nie mi oceniać, z czyjej winy Natalia Partyka i Xu Jie nie odebrały medali Mistrzostw Europy(i nie chcę się się na ten temat rozpisywać, bo i tak zdecydowanie za dużo o tym napisano). Nie chcę też wracać do sprawy trenera Dziubańskiego. Nie znam szczegółów tych i wielu innych spraw, więc nie osądzam o nic PZTS. Fakt jest jednak taki, że nasz związek nie zbiera zbyt pochlebnych opinii w naszym pingpongowym środowisku. Liczę na to, że zbliżające się wybory w PZTS przyczynią się do poprawy wizerunku związku i usprawnią jego funkcjonowanie. Wracając do wyników sportowych. Tak jak napisałem wcześniej, uważam że wiele dobrego wydarzyło się w tym roku. 2 miejsce Li Qian w turnieju Europa TOP 12, świetna gra Grodziska Mazowieckiego w Lidze Mistrzów, brązowy medal Mistrzostw Europy Xu Jie i Natalii Partyki. Sukcesów było oczywiście więcej, ale nie jest moim celem ich wyliczanie. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że mamy wszelkie podstawy, aby z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Wiele wskazuje na to, że zbliżający się rok może być dla polskiego tenisa stołowego bardzo udany. Wang Zeng Yi robi postępy w błyskawicznym tempie i wydaje się tylko kwestią czasu, kiedy awansuje do pierwszej ?30? światowego rankingu. Osobiście bardzo cieszę się z ostatnich wyników Jakuba Kosowskiego. Widać wyraźnie, że ?Kosa? jest w doskonałej formie, a zwycięstwo jego drużyny(SV Pluderhausen)w Pucharze Niemiec na pewno pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój tego zawodnika. Ta dwójka wspólnie z Lucjanem Błaszczykiem jest w stanie grać o najwyższe cele, co udowodniła wygrywając turniej drużynowy w silnie obsadzonych zawodach w Berlinie. Nasze reprezentantki mają duży potencjał i moim zdaniem najlepsze wyniki jeszcze przed nimi. Warto również zwrócić uwagę na to, jak wiele zyskuje tenis stołowy dzięki Natalii Partyce. Ta dziewczyna przyciąga media jak magnes, dzięki czemu wzrasta zainteresowanie naszą dyscypliną.

Polskie kluby powinny przygotować się na ewentualne problemy związane ze światowym kryzysem finansowym. O sponsoring może być trudniej, choć już teraz nie jest łatwo. Wierzę jednak, że mimo ewentualnych problemów polskie kluby wyjdą z kryzysu obronną ręką.

Nowy Rok przynosi nowe szanse, które dobrze byłoby jak najlepiej wykorzystać. Dostaną je zawodnicy, prezesi klubów, związkowi działacze. Życzę wszystkim, aby wykorzystali swoje szanse w odpowiedni sposób. W odpowiedni, czyli taki, który może pozytywnie wpłynąć na dalszy rozwój naszego sportu…

Refleksje po Lidze Mistrzów…

poniedziałek, listopad 10th, 2008

Mecz Bogorii Grodzisk Mazowiecki przeciwko francuskiemu Levallois zapowiadał się bardzo ciekawie. Damien Eloi i Patrick Chila to wielokrotni medaliści Mistrzostw Europy, Joo Se Hyuk to obecnie najlepszy obrońca na świecie. Jechałem na ten mecz z nadzieją, że zobaczę wielkie sportowe widowisko. Nie zawiodłem się. Największe wrażenie zrobił na mnie Cheung Yuk, lider polskiego zespołu. Jego pojedynek z Joo Se Hyuk-iem był rewelacyjny. “Yuki” grał efektywnie i bardzo efektownie.

Trochę zawiodłem się natomiast na publiczności, a dokładnie na ilości kibiców. Na portalach pisze się, że było tak wspaniale, że super atmosfera. Prawda, ja jednak siedziałem na prawie pustej trybunie. Dziwiło mnie to, bo przecież działacze Bogorii zrobili dużo, aby tym meczem zainteresować jak najwięcej ludzi(występ Szymona Wydry, Kabaret “Widelec”). Moim skromnym zdaniem nie wszystko wyszło idealnie, ale najważniejsze, że w Bogorii chce się robić show i chce się popularyzować tenis stołowy. Poza tym to dopiero początki, szczegóły zostaną dopracowane. Wracając do publiczności. To był mecz Ligi Mistrzów. Każdy z nas miał możliwość zobaczyć na żywo wielkie widowisko, gry na najwyższym poziomie. Dlaczego na takim meczu trybuny nie są pełne? Ktoś powie, że tenis stołowy to sport świetlicowy i ludzie nie traktują go poważnie. Coś w tym jest, bo wczoraj jeden z ochroniarzy mówił- “Nie rozumiem jak to możliwe, że ludzie przy ping pongu tak się emocjonują. Klaskali i tupali, myślałem że się trybuny zawalą. Koszykówka czy piła nożna, to rozumiem”. Ten ochroniarz był jednak jednym z tych, którzy pilnowali wejścia, dlatego za wiele to widzieć nie mógł, więc zrozumieć też nie mógł. Może cena biletu miała znaczenie? Niby 20 zł to nie dużo, przecież można było obejrzeć i mecz, i koncert. Z tym, że na koncercie Szymona Wydry została garstka ludzi, więc chyba to rozwiązanie egzaminu nie zdało. Wydaje mi się, że lepiej byłoby po prostu obniżyć cenę, zrezygnować z koncertu i zaprosić jakiegoś znanego komentatora sportowego, który “poprowadziłby” całą imprezę. Coś z tą ceną jest na rzeczy, bo skoro sprzed sali skradziono nawet antenę samochodową, to widocznie dla ludzi liczy się każdy grosz(nawet skradziony), a gwiazda muzyki pop już tak niekoniecznie.

To co mnie najbardziej dziwi to fakt,że wśród tych wszystkich kibiców, którzy jednak przyszli, było bardzo mało zawodników. To, że przeciętny Kowalski sportem się nie interesuje i woli zostać w domu, jestem w stanie uszanować i zrozumieć. Ale skoro ktoś poświęca wiele godzin tygodniowo na treningi, to chyba choć w najmniejszym stopniu robi to, bo lubi. Skoro lubi, to powinien też lubić oglądać najlepszych na świecie. Dlaczego więc było nas, zawodników, tak mało na tym meczu? To nasz święty obowiązek, aby takie drużyny jak Bogoria wspierać, bo jeżeli będą dalej tak świetnie grać, to i coraz głośniej będzie o tej drużynie w mediach. Skoro będzie więcej w mediach, to i firmy zauważą, że tenis stołowy to sport, w który można zainwestować. Jarosław Kaczyński powiedziałby, że to “oczywista oczywistość”. Niestety, nie dla wszystkich…

Wyjątkowy dzień

środa, październik 22nd, 2008

Ostatnia niedziela była dla mnie dniem absolutnie wyjątkowym, dniem który będę z wielką przyjemnością wspominać w przyszłości. Rozegrałem wtedy pierwszy w tym sezonie mecz ligowy przed własną publicznością. Zdobyłem komplet punktów, przyczyniając się do zwycięstwa swojej drużyny w całym spotkaniu(wygraliśmy 9:6). Byłem pozytywnie zaskoczony swoją grą, bo nic nie zapowiadało takiego wyniku. Przez cały ubiegły tydzień grałem słabo, jakbym dopiero co zaczynał przygodę z tenisem stołowym. Godzinę przed rozpoczęciem meczu czułem się źle, podczas rozgrzewki nic mi nie wychodziło. Mimo to wszystko zakończyło się pomyślnie. Mieli na to wpływ bez wątpienia moi koledzy z drużyny oraz wspaniała publiczność…
Mecz przeciwko TTC Bergneustadt był wyjątkowy przede wszystkim dlatego, że rozegraliśmy go na nowej sali sportowej. Sala ta została wybudowana w 70 procentach przez naszych kibiców. Przez kilka miesięcy ciężko pracowali, nie zarabiając na tym ani grosza. Zaoszczędzili w ten sposób klubowe pieniądze, które przeznaczono m.in. na opłacenie zawodników i zakup nowych stołów. Nie tylko ten fakt czyni tych ludzi wyjątkowymi. Tak wspaniałego dopingu jak w ostatnią niedzielę nie miałem jeszcze nigdy. Mimo nienajlepszej dyspozycji psychicznej i fizycznej udało mi się zmotywować do walki. Nie chciałem zawieść swojej drużyny i tych 150 ludzi, którzy przyszli oglądać nas w akcji.

W TTS Borsum czuje się jak dotąd znakomicie. Mamy piękną salę i oddanych kibiców. Atmosfera w drużynie jest świetna. Poza tym podoba mi się, że tydzień przed meczem całe Borsum obwieszone jest plakatami zapowiadającymi nasz kolejny pojedynek. Podoba mi się, że w lokalnej gazecie ukazują się artykuły z dużym zdjęciem informujące o naszych wynikach. Jako zawodnika cieszy mnie również to, że klub jest w 100 % wypłacalny i płaci mi w wyznaczonych przeze mnie terminach.

Nie piszę o tym wszystkim po to, aby się chwalić. Piszę o tym, bo myślę że każdy z nas, zawodników, powinien być traktowy poważnie. Każdy z nas chce czuć się szanowany przez prezesa, kochany przez kibiców. Polskie kluby zrobiły już pierwszy krok, aby gra w polskiej lidze dawała nam więcej satysfakcji. Mam tu na myśli sprawy finansowe. W Polsce płaci się coraz więcej i to bez wątpienia dobry prognostyk na przyszłość, dobrze byłoby jednak nie przekroczyć pewnej granicy(płace powinny być adekwatne do umiejętności zawodnika i płac w innych ligach europejskich). Do pełni szczęścia brakuje jeszcze całej tej otoczki, która sprawia że zawodnik może poczuć się ?kimś?. Mam tu na myśli artykuły w prasie, pełne trybuny, odpowiednie warunki do gry w tenisa stołowego. Jeżeli chcemy, aby inni traktowali nasz sport poważnie, zacznijmy sami traktować go poważnie. Wierzę, że przy odrobinie dobrych chęci można pozyskać nowych fanów i zainteresowanie mediów. Tenis stołowy, między innymi dzięki Natalii Partyce, wyszedł z cienia. Wykorzystajmy to i nie pozwólmy, aby ponownie się w nim schował. Może doczekamy się wtedy czasów, w których kibice zaczną budować nam nowe, piękne sale…

Sukces w cieniu kompromitacji…

czwartek, październik 16th, 2008

W ostatnim czasie w internecie śledziłem dokładnie wyniki Mistrzostw Europy Seniorów. Oglądałem też kilka pojedynków na żywo, w tym nasze dziewczyny grające w ćwierćfinale i półfinale gry podwójnej. To bez wątpienia wielki sukces Natalii Partyki i Xu Jie. Wielka szkoda, że z powodu chaosu organizacyjnego, jaki zapanował w naszej reprezentacji, nie uczestniczyły one w uroczystości wręczenia medali. Moment, w którym staje się na podium tak wielkiej imprezy, to najpiękniejsze chwile w życiu każdego sportowca. To wtedy dociera do nas, że dokonaliśmy czegoś wielkiego, czegoś wyjątkowego. Niestety ani Natalia, ani Xu Jie nie mogły tego przeżyć, nie mogły w pełni nacieszyć się swoim sukcesem.

Wydaję mi się, że przez całe to zamieszanie zapomnieliśmy o tym co najważniejsze. Zamiast się cieszyć, skupiliśmy się na szukaniu winnych i oskarżaniu to PZTS, to trenera Leszka Kucharskiego. To, co się stało, jest żałosne i nie ma co na ten temat dyskutować. Uważam jednak, że za szybko zaczęto o tej sprawie mówić. W mediach, między innymi w “Przeglądzie Sportowym” i na portalu onet.pl, ukazał się artykuł opisujący całe zdarzenie. Zamiast o sukcesie pisano o kompromitacji polskiego tenisa stołowego. Bez wątpienia stracił na tym wizerunek nie tylko PZTS, ale również całe nasze środowisko.

Dlaczego piszę bloga…

środa, październik 15th, 2008

Blog to rodzaj strony internetowej, na której autor umieszcza datowane wpisy. Najczęściej mają one osobisty charakter i służą jako internetowe pamiętniki. Zawierają osobiste przemyślenia, uwagi, komentarze, przedstawiając w ten sposób światopogląd autora.

Portal e-pingpong zaproponował mi prowadzenie takiej strony, a ja z tej propozycji postanowiłem skorzystać. Będę pisać nie tylko o swoich sportowych sukcesach i porażkach, ale również o najważniejszych wydarzeniach w świecie tenisa stołowego. Jeżeli będą mieli Państwo uwagi dotyczące opisywanych przeze mnie spraw, istnieje możliwość umieszczania komentarzy. Wszystkie(również negatywne)wpisy, będą dla mnie bardzo wartościowe.

Ze sportowym pozdrowieniem

Maciej Pietkiewicz

Rachunek sumienia

wtorek, wrzesień 23rd, 2008

Na polskich stronach internetowych bardzo często ukazują się negatywne artykuły i komentarze dotyczące różnych kwestii związanych z tenisem stołowym. Jednemu nie podoba się w jaki sposób funkcjonuje Polski Związek Tenisa Stołowego, innemu nie podoba się forma szkolenia młodzieży w naszym kraju. Większość zawodników, w tym i ja, dostrzega te problemy.

Rozmawiając między sobą narzekamy, używając często niecenzuralnych słów w celu podkreślenia swojej dezaprobaty dla kolejnych bezsensownych decyzji podejmowanych przez niekompetentnych ludzi. Oceniając innych zapominamy niestety o tym, że powinniśmy zacząć od siebie. Powinniśmy stanąć przed lustrem i zastanowić się nad tym, czy robimy wszystko co w naszej mocy, aby w przyszłości być najlepszym zawodnikiem w województwie, w Polsce czy w Europie.

Ciężko jest mi ocenić samego siebie i ciężko oceniać mi kolegów. Mam jednak wrażenie, że w naszym środowisku panuje dziwna atmosfera. Jednostki ambitne, które zostają po treningach i dodatkowo ćwiczą serwis, poświęcają więcej czasu od innych na trening fizyczny czy mentalny są często wytykane palcami, spychane na margines. Komentarzy niektórych moich kolegów na temat innych zawodników nie będę tu przytaczać, muszę jednak przyznać że słuchając niektórych tych mądrości ręce mi opadały. Mało jest w nas pokory, mało skromności. Nie doceniamy ciężkiej pracy innych, nie szanujemy swoich rywali.

Kolejnym problemem jest fakt, że jesteśmy minimalistami. Szybko zadowalamy się tym, co osiągnęliśmy i tracimy motywacje do dalszej ciężkiej pracy. Poza tym zbyt wcześnie decydujące dla nas stają się czynniki materialne. Nie patrzymy na klub przez pryzmat dalszego rozwoju sportowego, tylko przez pryzmat pieniędzy jakie możemy w nim zarobić. Jest to błędne rozumowanie, bo przecież bez solidnego treningu nie można długo utrzymać się na szczycie.

Jeden z czołowych zawodników młodego pokolenia w Polsce bardzo szybko robi postępy. Mimo młodego wieku widać, że jest świadomy tego jak ciężko trzeba pracować, aby osiągać sukcesy w przyszłości. Wydaje mi się, że duża w tym zasługa jego wieloletniego trenera, który potrafił go odpowiednio ukierunkować. Ja w jego w wieku nie byłem tak pracowity. Nie chcę zrzucać tutaj na nikogo winy. Po prostu żałuję, że dopiero niedawno zrozumiałem, jak należy podchodzić do treningów i jak ciężko trzeba pracować, aby w przyszłości móc rywalizować z najlepszymi. Czasu się jednak nie cofnie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jedyne co mogę teraz zrobić, to zwrócić się do moich młodszych kolegów z prośbą, aby nie zmarnowali danej im szansy.

Zawsze mieliśmy utalentowaną młodzież, która z różnych przyczyn nie radziła sobie w rywalizacji z seniorami. Tak jak pisałem wcześniej, uważam że nie tylko działacze i trenerzy ponoszą za to odpowiedzialność, ale również my, zawodnicy. Dopóki nie zrozumiemy, jak naprawdę wygląda profesjonalny trening i profesjonalne podejście do sportu, dopóty nie możemy liczyć na sukcesy na arenie międzynarodowej. Nauczmy się brać przykład z tych pracowitych i ambitnych, a nie z tych, którzy chodzą z głową w chmurach…