Talent

grudzień 24th, 2009

Talent - wrodzone predyspozycje do czegoś, wybitne zdolności w jakiejś dziedzinie. Taką definicję można znaleźć w internecie. Zwycięzca ostatniego Ogólnopolskiego Turnieju Kwalifikacyjnego Seniorów taki dar bez wątpienia posiada. Patryk Chojnowski wygrywał już nie raz z zawodnikami, którzy w rankingu światowym są od niego dużo wyżej. Ten zaledwie dziewiętnastoletni chłopak może w przyszłości decydować o sile naszej reprezentacji. Sam talent na arenie międzynarodowej jednak nie wystarczy. Jeszcze rok temu byłbym zdania, że Patryk powinien jak najszybciej wyjechać za granicę i tam podnosić swoje sportowe umiejętności. Przykład Bartosza Sucha i Daniela Góraka pokazuje jednak, że sam pobyt na zachodzie nie gwarantuje sukcesu.

Such grał w silnych ligach we Francji i w Niemczech. W Dusseldorfie trenował z takimi zawodnikami jak Suss czy Ovtcharov. Warunki do dalszego rozwoju wydawały się idealne. Jednak nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno. Zamiast piąć się w górę w rankingu światowym zanotował duży spadek. W 2005 roku zajmował 61 miejsce na liście, a po trzech latach ”wylądował” na 130 pozycji. Teraz trenując w Polsce i grając w polskiej lidze Bartek znowu prezentuje wysoki poziom. Podczas ostatniego turnieju z cyku Pro Tour w Warszawie dotarł do 3 rundy turnieju głównego. W turniejach OTK i w lidze spisuje się doskonale udowadniając, że zasługuje na miejsce w reprezentacji kraju.

Daniel Górak również ustabilizował formę. Dobrze spisywał się w rozgrywkach Ligi Mistrzów. W ekstraklasie nie doznał jeszcze ani jednej porażki. Podczas II OTK dotarł do półfinału, gdzie minimalnie uległ Suchowi.

Bartosz Such i Daniel Górak to zawodnicy, podobnie jak Patryk, utalentowani. Grając coraz lepiej wyjechali za granicę i coś w ich sportowym rozwoju się zacięło. Nie mi to oceniać, dlaczego tak się stało. Sami wiedzą to najlepiej. Teraz wracają do wysokiej formy i być może największe sukcesy jeszcze przed nimi.

Pobyt za granicą okazał się strzałem w dziesiątkę w przypadku Jakuba Kosowskiego. Trenując w Niemczech zrobił bardzo duże postępy i jest obecnie na 82 miejscu w rankingu światowym. W bundeslidze gra znakomicie( wygrał sześć z dziewięciu pojedynków).

Co z tego wszystkiego wynika? Przekonanie, że jedynie wyjazd za granicę daje możliwość gry na wysokim poziomie jest błędne. Każdy człowiek jest inny i do każdego należy podchodzić indywidualnie. Powinno szukać się konfrontacji z najlepszymi na świecie, warto więc grać w turniejach międzynarodowych takich jak Pro Tour. To, gdzie się trenuje i gdzie się gra w lidze to już zupełnie co innego. Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla Patryka? Trudno powiedzieć. Najwięcej i tak zależy od samego zawodnika, a konkretnie od jego sportowej determinacji.

Bezsensowny zakaz

listopad 2nd, 2009

Już ponad rok w tenisie stołowym obowiązuje zakaz stosowania kleju zawierającego substancje lotne. Ten przepis był potrzebny, chodzi tu przecież o ochronę zdrowia. Poza tym nie trzeba już poświęcać 15 minut na klejenie przed każdym treningiem czy meczem. Za tę zmianę Światowej Federacji Tenisa Stołowego(ITTF) należą się gratulacje. Nie widzę za to większego sensu w zakazie stosowania tzw. tuningu, czyli preparatu, który znacząco poprawia parametry okładzin.

Po pierwsze:zakaz ten wprowadzono dużo za późno. Większość zawodników już przyzwyczaiła się do gry na tego typu substancjach. Po drugie: nie ma skutecznego sposobu na sprawdzenie, czy ktoś korzysta z tuningu. Sędziowie mogą jedynie sprawdzać grubość okładzin, jednak stosując odpowiednią ilość preparatu nie powinno się przekroczyć dopuszczalnych 4 mm. Po trzecie: nie ma przepisów, które skutecznie zniechęcałyby to łamania tego zakazu. Gdyby nasz sprzęt nie przeszedł sędziowskiej kontroli będziemy musieli zagrać zapasową rakietką, spełniającą odpowiednie kryteria. To wszystko. Nie czeka nas żadna dyskwalifikacja, żadna kara finansowa.

Początkowo ITTF informowało, że wprowadza zakaz stosowania tuningu, bo jest on szkodliwy dla zdrowia. Potem zaczęto mówić, że chodzi o wyrównanie szans. Zamysł był taki, aby wszyscy zawodnicy dysponowali podobnym sprzętem. Tak naprawdę miało dojść do spowolnienia gry i tym samym wydłużenia czasu trwania akcji w meczu. Władze światowej federacji nie pomyślały jednak o tym, że kibice najbardziej lubią oglądać długie wymiany grane w półdystansie, a o te na dużych salach i bez tuningu dużo trudniej.

Ilość zawodników korzystających z zakazanych preparatów stale rośnie. Początkowo część ludzi chciała być uczciwa i przestrzegała przepisów. Jest ich powoli coraz mniej i to z bardzo prostego powodu. Pieniądze z klubu dostaje się za wygrywanie, nie za uczciwość. Skoro można udoskonalić swój sprzęt bez większych konsekwencji warto to robić. Ten problem dotyczy absolutnie wszystkich, zarówno tych grających o medale Mistrzostw Europy jak i tych grających w II czy III lidze. Krótko mówiąc: cały ten zakaz wydaje się nie obowiązywać.

Recepta na sukces….

październik 18th, 2009

Michael Maze był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem podczas ostatnich Mistrzostw Europy. Głównie dzięki jego doskonałej dyspozycji Dania zdobyła srebrny medal w turnieju drużynowym. W grze indywidualnej nie miał sobie równych i zasłużenie sięgnął po złoto. Oglądając jego mecze można było zauważyć, jak świetnie przygotował się do tych zawodów. Był szybki, dokładny, grał mądrze taktycznie.

Aktualny Mistrz Europy reprezentuje duński klub Roskilde Bordtennis Btk 61. Trenuje wspólnie z pozostałymi reprezentantami swojego kraju (m.in. Finn Tugwell, Alan Bentsen, Martin Monrad)w Kopenhadze. Od czasu do czasu przebywa tam również Oh Sang Eun(klubowy kolega Maze’a). Michael ćwiczy zazwyczaj raz dziennie, często na wiele piłek. Liga duńska nie należy do najsilniejszych, więc do meczów ligowych nie musi się specjalnie przygotowywać. Sytuacja wygląda inaczej, gdy zbliża się mecz Ligi Mistrzów lub ważne zawody międzynarodowe. Szczególnie przed Mistrzostwami Świata czy Europy trenuje więcej, dużo czasu poświęca na przygotowanie fizyczne. To tłumaczy, dlaczego czasami notuje słabsze występy na turniejach z cyklu Pro Tour lub innych, mniej dla niego istotnych imprezach. Po prostu nie traktuje ich priorytetowo, gra w nich aby nie wypaść z rytmu turniejowego.

Ośrodek tenisa stołowego, w którym ćwiczą najlepsi w kraju zdaje w Danii egzamin i to na piątkę z plusem. Zawodnicy pomagają sobie, ci bardziej doświadczeni podpowiadają młodszym jak powinni zagrać poszczególne uderzenia. Wszyscy są świadomi, że współpracując mogą osiągnąć więcej. Coś w tym jest, w końcu medali Mistrzostw Europy nie wygrywa się przypadkiem…

Wiara podstawą sukcesu

sierpień 28th, 2009

Tydzień temu w Chinach odbył się kolejny turniej z cyklu Pro Tour. W kategorii mężczyzn mieliśmy tylko jednego reprezentanta, Jakuba Kosowskiego. Podróż do Chin z Europy jest długa i męcząca, do tego dochodzi zmiana strefy czasowej. Polak zagrał w tych zawodach tylko trzy gry. Warto było? W krótkim wywiadzie udzielonym po tym turnieju Jakub stwierdził, że tak. Przed rozpoczęciem nowego sezonu miał możliwość poczuć ”meczowy stres”. Cieszył się, że miał okazję zagrać z Wang Liqinem, nabrać trochę doświadczenia.

Ten wywiad był krótki, ale pokazuje jak powinno myśleć się o grze z lepszymi od nas. To ciekawe przeżycie, z którego dużo możemy się nauczyć, a nie kara. W czasach, kiedy sam jeździłem na Pro Tour- y, wielokrotnie w polskiej reprezentacji słychać było komentarze typu: Z kim grasz? Z Timo Bollem? No i po co było tyle jechać na te zawody?. Podejście, delikatnie mówiąc, dziwne.

Skoro już o Kubie mowa. Przez dwa lata trenowaliśmy w tym samym ośrodku tenisa stołowego w Dusseldorfie. Widziałem jak profesjonalnie podchodził do treningów. Robi tak już od wielu lat i ostatnio dzieje się to, co się wreszcie stać musiało. Jakub przez rok czasu awansował o 60 miejsc w rankingu światowym(jest obecnie na 82 miejscu), zdobył Puchar Niemiec i coraz lepiej radzi sobie w niemieckiej bundeslidze.

Ciężka i konsekwentna praca opłaciła się również Filipowi Szymańskiemu. Może i nie jest obecnie najlepszym zawodnikiem w Polsce, może i nie jest czołową postacią naszej reprezentacji. Jestem jednak pełen podziwu, do jakiego poziomu doszedł dzięki własnej determinacji. Inwestował swoje pieniądze w liczne wyjazdy na turnieje międzynarodowe. Niektórzy nawet się z niego śmiali, nie rozumieli po co to robi. Muszę przyznać, że czasami też nie widziałem większego sensu w jego postępowaniu. Dostrzegałem tylko same problemy: wysokie koszty, ryzyko zagrania tylko 2-3 gier itp. Filip się tym wszystkim nie przejmował. Do czego doszedł? Doszedł do tego, że w następnym sezonie będzie grał w niemieckiej bundeslidze. W bundeslidze, o której sam przez wiele lat marzyłem.

Jeżeli chce się być dobrym zawodnikiem w kategorii seniorów, powinno się nie tylko spędzać kilka godzin dziennie na sali, ale przede wszystkim powinno się…wierzyć. Wierzyć we własne umiejętności i w sukces, który wreszcie musi przyjść. Jakub i Filip są tego najlepszym przykładem. Właśnie w takich ludzi powinno się inwestować, właśnie tacy ludzie mogą osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej. Nie ma sensu stawiać na utalentowanych młodzieżowców, którzy nie potrafią(lub nie chcą) dobrze pracować na treningach. Jeszcze się taki nie urodził, który tylko dzięki talentowi został Mistrzem Świata…

Sens cierpienia

maj 15th, 2009

Kilka miesięcy temu jadąc samochodem z Gdańska do Ostródy byłem w doskonałym nastroju. Wracałem z wygranego meczu ligowego. Moja drużyna spisywała się świetnie, mieliśmy realne szanse ukończyć sezon na podium. Czułem się bardzo dobrze zarówno w nowym klubie, jak i w nowej grupie treningowej. W głowie układałem sobie plan działania na najbliższe miesiące. W naszym życiu natrafiamy jednak na wiele przeszkód, a ja na jedną z nich trafiłem właśnie tego dnia.

12 stycznia miałem poważny wypadek samochodowy. Spędziłem w sumie ponad dwa miesiące w szpitalach. To co w nich przeżyłem i co widziałem było koszmarne. Jako młody człowiek nie myślałem o nieszczęściach, które mogą mi się przytrafić. Teraz wiem, jak bardzo się myliłem.

Nieszczęśliwe wypadki i choroby należą do życia, są jego cząstką. Ważne jest, aby z każdej przeszkody uczynić swoją szansę. Gdy człowiek znajdzie się w trudnej sytuacji powinien podjąć walkę. Można w niej tylko zyskać. Lance Armstrong powiedział kiedyś bardzo mądre słowa: “Możliwości człowieka są o wiele większe, niż możemy to sobie wyobrazić. Nie mamy pojęcia, jakie tkwią w nas pokłady siły i odwagi dopóty, dopóki nie znajdziemy się w śmiertelnym niebezpieczeństwie”. Armstrong najpierw pokonał raka, a potem siedmiokrotnie wygrywał najcięższy kolarski wyścig świata Tour de France. Jest on doskonałym przykładem na to, że cierpienie ma sens. Cierpienie jest środkiem, który pozwala człowiekowi stać się doskonalszym.

Nauka profesjonalizmu

styczeń 7th, 2009

W poprzednim roku Timo Boll zdobył trzy złote medale Mistrzostw Europy, wygrywał również turnieje z cyklu Pro Tour. Jego sukcesy są imponujące, podobnie jak osiągnięcia Vladimira Samsonova. Tych dwóch zawodników zdominowało europejski tenis stołowy w ostatnich latach. Jaka jest szansa, że w przyszłości to jeden z reprezentantów Polski będzie grał na takim poziomie i to przez tyle lat? Niestety niewielka. O tym, dlaczego tak jest, dyskutowano wielokrotnie. Mówiono o tym, że za krótko pracuje się z zawodnikami w centralnych ośrodkach szkolenia, o złej organizacji w Polskim Związku Tenisa Stołowego, o zbyt niskich nakładach finansowych. W tych często bardzo gorących dyskusjach nie poruszano jednej, bardzo ważnej kwestii. W ośrodkach szkolenia uczy się gry w tenisa stołowego, ale nie uczy się…profesjonalizmu.

Ile to już razy mówiono w Polsce o zmarnowanych talentach? Ile razy młodzi zawodnicy, którzy mieli decydować o sile naszej reprezentacji, w wieku 18-20 lat gubili gdzieś motywację do ciężkiej pracy? Wielu z tych, którzy przez kilka lat trenowali w ośrodkach, obecnie nie gra nawet na poziomie polskiej ekstraklasy czy 1 ligi. Dlaczego tak jest? Najłatwiej obwinić za to samych zawodników. Najprościej powiedzieć, że gdy zaczęli zarabiać niezłe jak na polskie warunki pieniądze, to po prostu im ? odbiło ?. Ja się jednak z taką oceną nie zgadzam.

Do ośrodków trafiają ambitni, ale i bardzo młodzi ludzie. Mieszkają w internatach, swoich rodziców widują rzadko. Wtedy właśnie bardzo ważną rolę do spełnienia ma wychowawca grupy. Powinien nie tylko pilnować ciszy nocnej, ale i być kimś w rodzaju mentora, wzorem godnym naśladowania. Bo kto ma nim być, skoro rodzice są oddaleni od swojego dziecka często o kilkaset kilometrów?

Podobnie sytuacja wygląda z trenerem. Dobry trener to nie tylko ten, który mówi jak się gra topspin czy blok, ale również ten, który potrafi znaleźć wspólny język ze swoimi zawodnikami, potrafi nauczyć ich szacunku do przeciwnika czy profesjonalnego podejścia do treningów. Właśnie tak pracuje Mario Amizic i to głównie dzięki niemu Samsonov jest nie tylko utytułowanym tenisistą stołowym, ale i ułożonym, spokojnym człowiekiem oraz stuprocentowym profesjonalistą.

Jeżeli centralnym systemem szkolenia obejmuje się zawodników tylko w wieku od 15 do 19 lat, to tym większą wagę powinno przywiązywać się do ich odpowiedniego wychowania. Trzeba nauczyć ich samodyscypliny i profesjonalnego podejścia do sportu, bo tylko wtedy jest szansa na to, że po opuszczeniu ośrodka sami pokierują swoją sportową karierą na tyle mądrze, że będą w stanie rywalizować z najlepszymi.

Jaki był ten rok dla polskiego tenisa stołowego?

grudzień 30th, 2008

Sylwestrową noc spędza się na wiele sposobów. Można bawić się ze znajomymi do białego rana, można też przywitać Nowy Rok oglądając telewizję i wypijając symboliczną lampkę szampana. Jedni nadają temu wydarzeniu wyjątkowe znaczenie, inni wręcz przeciwnie. Wszyscy jednak głęboko wierzą w to, że zbliżający się rok będzie lepszy od poprzedniego. Ten czas sprzyja również podsumowaniu tego, co udało nam się osiągnąć w mijającym roku. Każdy z nas przeżył piękne chwile, ale i każdemu z nas przytrafiło się coś, o czym chcielibyśmy szybko zapomnieć.

Jaki był ten rok dla polskiego tenisa stołowego? Uważam, że pod względem czysto sportowym był to rok udany. Wszystkie negatywne wydarzenia kojarzą mi się niestety tylko i wyłącznie z Polskim Związkiem Tenisa Stołowego, a więc ze sprawami organizacyjnymi. Nie mi oceniać, z czyjej winy Natalia Partyka i Xu Jie nie odebrały medali Mistrzostw Europy(i nie chcę się się na ten temat rozpisywać, bo i tak zdecydowanie za dużo o tym napisano). Nie chcę też wracać do sprawy trenera Dziubańskiego. Nie znam szczegółów tych i wielu innych spraw, więc nie osądzam o nic PZTS. Fakt jest jednak taki, że nasz związek nie zbiera zbyt pochlebnych opinii w naszym pingpongowym środowisku. Liczę na to, że zbliżające się wybory w PZTS przyczynią się do poprawy wizerunku związku i usprawnią jego funkcjonowanie. Wracając do wyników sportowych. Tak jak napisałem wcześniej, uważam że wiele dobrego wydarzyło się w tym roku. 2 miejsce Li Qian w turnieju Europa TOP 12, świetna gra Grodziska Mazowieckiego w Lidze Mistrzów, brązowy medal Mistrzostw Europy Xu Jie i Natalii Partyki. Sukcesów było oczywiście więcej, ale nie jest moim celem ich wyliczanie. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że mamy wszelkie podstawy, aby z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Wiele wskazuje na to, że zbliżający się rok może być dla polskiego tenisa stołowego bardzo udany. Wang Zeng Yi robi postępy w błyskawicznym tempie i wydaje się tylko kwestią czasu, kiedy awansuje do pierwszej ?30? światowego rankingu. Osobiście bardzo cieszę się z ostatnich wyników Jakuba Kosowskiego. Widać wyraźnie, że ?Kosa? jest w doskonałej formie, a zwycięstwo jego drużyny(SV Pluderhausen)w Pucharze Niemiec na pewno pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój tego zawodnika. Ta dwójka wspólnie z Lucjanem Błaszczykiem jest w stanie grać o najwyższe cele, co udowodniła wygrywając turniej drużynowy w silnie obsadzonych zawodach w Berlinie. Nasze reprezentantki mają duży potencjał i moim zdaniem najlepsze wyniki jeszcze przed nimi. Warto również zwrócić uwagę na to, jak wiele zyskuje tenis stołowy dzięki Natalii Partyce. Ta dziewczyna przyciąga media jak magnes, dzięki czemu wzrasta zainteresowanie naszą dyscypliną.

Polskie kluby powinny przygotować się na ewentualne problemy związane ze światowym kryzysem finansowym. O sponsoring może być trudniej, choć już teraz nie jest łatwo. Wierzę jednak, że mimo ewentualnych problemów polskie kluby wyjdą z kryzysu obronną ręką.

Nowy Rok przynosi nowe szanse, które dobrze byłoby jak najlepiej wykorzystać. Dostaną je zawodnicy, prezesi klubów, związkowi działacze. Życzę wszystkim, aby wykorzystali swoje szanse w odpowiedni sposób. W odpowiedni, czyli taki, który może pozytywnie wpłynąć na dalszy rozwój naszego sportu…

Ciężki los trenera

listopad 20th, 2008

Nie tak dawno na swoim blogu pisałem o tym, że zapewne nie trzeba będzie długo czekać na nowe, kompromitujące tenis stołowy, wydarzenia. Nie pomyliłem się, co wcale nie oznacza, że mnie to cieszy. Wręcz przeciwnie, jestem tym wszystkim głęboko zażenowany. Nie znam szczegółów sprawy związanej z Michałem Dziubańskim. Znam go jednak osobiście i wiem, że to dobry trener. Nieodpowiedzialne byłoby jego zwolnienie, ale nie wszyscy chyba do końca tym się przejmują. Takich fachowców jak Michał jest w naszym kraju mało, a będzie jeszcze mniej jeżeli w tak niepoważny sposób będzie się ich traktować.

Za każdym razem kiedy dochodzi do podobnych, dziwacznych wydarzeń zadaje sobie pytanie: dlaczego? Pytanie niby proste, ale odpowiedź bardzo trudna. Staje się jeszcze trudniejsza, gdy spojrzy się na to wszystko z szerszej perspektywy. Bo przecież nie tylko w środowisku tenisa stołowego dzieją się rzeczy niedobre. Można odnieść wrażenie, że Polska to taki duży teatr. Z tym, że pokazywane w nim przedstawienia są na bardzo niskim poziomie( np. obecna wojna PO z PiS czy korupcja w piłce nożnej).

Ci, którym nie odpowiada to, co się w naszym kraju dzieje i chcieliby to zmienić, powinni przeczytać książkę jednego z najlepszych polskich dziennikarzy telewizyjnych. Tomasz Lis w swojej najnowszej książce?My, Naród? podjął się ciężkiej próby scharakteryzowania Polaków. Po kolei wymienia nasze narodowe słabości, które tak mocno nas ograniczają i utrudniają życie. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, skąd w nas tyle kompleksów, zawiści i zazdrości. Ukazując wszystkie nasze niedoskonałości dostrzega jednak, że mamy szansę na lepsze jutro.

W książce tej znalazłem ciekawe słowa, które wypowiedział sam Józef Piłsudski: “Myślałem już nieraz, że umierając, przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię, lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi, bo ich zadręczy i splugawi”. Słowa te wypowiedział w 1931 roku. Przykład trenera Dziubańskiego pokazuje, że nie straciły na aktualności. Niestety…

Refleksje po Lidze Mistrzów…

listopad 10th, 2008

Mecz Bogorii Grodzisk Mazowiecki przeciwko francuskiemu Levallois zapowiadał się bardzo ciekawie. Damien Eloi i Patrick Chila to wielokrotni medaliści Mistrzostw Europy, Joo Se Hyuk to obecnie najlepszy obrońca na świecie. Jechałem na ten mecz z nadzieją, że zobaczę wielkie sportowe widowisko. Nie zawiodłem się. Największe wrażenie zrobił na mnie Cheung Yuk, lider polskiego zespołu. Jego pojedynek z Joo Se Hyuk-iem był rewelacyjny. “Yuki” grał efektywnie i bardzo efektownie.

Trochę zawiodłem się natomiast na publiczności, a dokładnie na ilości kibiców. Na portalach pisze się, że było tak wspaniale, że super atmosfera. Prawda, ja jednak siedziałem na prawie pustej trybunie. Dziwiło mnie to, bo przecież działacze Bogorii zrobili dużo, aby tym meczem zainteresować jak najwięcej ludzi(występ Szymona Wydry, Kabaret “Widelec”). Moim skromnym zdaniem nie wszystko wyszło idealnie, ale najważniejsze, że w Bogorii chce się robić show i chce się popularyzować tenis stołowy. Poza tym to dopiero początki, szczegóły zostaną dopracowane. Wracając do publiczności. To był mecz Ligi Mistrzów. Każdy z nas miał możliwość zobaczyć na żywo wielkie widowisko, gry na najwyższym poziomie. Dlaczego na takim meczu trybuny nie są pełne? Ktoś powie, że tenis stołowy to sport świetlicowy i ludzie nie traktują go poważnie. Coś w tym jest, bo wczoraj jeden z ochroniarzy mówił- “Nie rozumiem jak to możliwe, że ludzie przy ping pongu tak się emocjonują. Klaskali i tupali, myślałem że się trybuny zawalą. Koszykówka czy piła nożna, to rozumiem”. Ten ochroniarz był jednak jednym z tych, którzy pilnowali wejścia, dlatego za wiele to widzieć nie mógł, więc zrozumieć też nie mógł. Może cena biletu miała znaczenie? Niby 20 zł to nie dużo, przecież można było obejrzeć i mecz, i koncert. Z tym, że na koncercie Szymona Wydry została garstka ludzi, więc chyba to rozwiązanie egzaminu nie zdało. Wydaje mi się, że lepiej byłoby po prostu obniżyć cenę, zrezygnować z koncertu i zaprosić jakiegoś znanego komentatora sportowego, który “poprowadziłby” całą imprezę. Coś z tą ceną jest na rzeczy, bo skoro sprzed sali skradziono nawet antenę samochodową, to widocznie dla ludzi liczy się każdy grosz(nawet skradziony), a gwiazda muzyki pop już tak niekoniecznie.

To co mnie najbardziej dziwi to fakt,że wśród tych wszystkich kibiców, którzy jednak przyszli, było bardzo mało zawodników. To, że przeciętny Kowalski sportem się nie interesuje i woli zostać w domu, jestem w stanie uszanować i zrozumieć. Ale skoro ktoś poświęca wiele godzin tygodniowo na treningi, to chyba choć w najmniejszym stopniu robi to, bo lubi. Skoro lubi, to powinien też lubić oglądać najlepszych na świecie. Dlaczego więc było nas, zawodników, tak mało na tym meczu? To nasz święty obowiązek, aby takie drużyny jak Bogoria wspierać, bo jeżeli będą dalej tak świetnie grać, to i coraz głośniej będzie o tej drużynie w mediach. Skoro będzie więcej w mediach, to i firmy zauważą, że tenis stołowy to sport, w który można zainwestować. Jarosław Kaczyński powiedziałby, że to “oczywista oczywistość”. Niestety, nie dla wszystkich…

Spirala negatywnych emocji

październik 28th, 2008

Od Mistrzostw Europy minęło już trochę czasu. Powoli zapominamy o zamieszaniu związanym z nieobecnością naszych reprezentantek na ceremonii wręczenia medali, a tym bardziej o sukcesie naszego debla. Teraz czekamy w napięciu na kolejne ciekawe informacje. Nie będą one oczywiście związane z sukcesami sportowymi, bo tych jak na lekarstwo, a poza tym to taki nudny temat. Problemy wizowe czy też fakt, że zawodnik ekstraklasy rozegrał mecz w 3 lidze- to dopiero sensacja! Znowu będziemy mieli możliwość pod dowolnie wymyślonym nickiem ponarzekać na Polski Związek Tenisa Stołowego, na trenerów kadry, na zawodników reprezentacji. Jeżeli jednak z jakiś niewyjaśnionych przyczyn nic żenującego się w naszej dyscyplinie nie wydarzy, to zawsze możemy włączyć telewizję i pooglądać wiadomości. Nasze władze dostarczają nam rozrywki codziennie, tylko czekać aż dojdzie do sytuacji, że premier z prezydentem będą sobie podbierać nie tylko rządowe samoloty, ale i samochody. Jak już znudzi nas spór Kaczora(a raczej Kaczorków) z Donaldem, możemy emocjonować się czymś innym. Wystarczy włączyć telewizję trochę później i obejrzeć wiadomości sportowe. Możemy w nich pooglądać serial pod tytułem “Korupcja w polskiej piłce”, który podobno ma większą oglądalność od telewizyjnych hitów takich jak “M jak miłość” czy “Na Wspólnej”.

O tego typu sprawach jak korupcja w PZPN mówić trzeba, bo to jedyna szansa na ogólną poprawę działalności polskich związków sportowych. Mam jednak wątpliwości, czy dyskusja o takich “aferach” jak ta dotycząca występu zawodnika ekstraklasy w 3 lidze ma sens. Skupiamy się wtedy na tym, co tak naprawdę jest mało istotne. Krótko mówiąc, zajmujemy się głupotami. Zamiast tracić czas na rozmowy o tanich sensacjach rodem z “Faktu” czy “Super Ekspresu”, lepiej byłoby zastanowić się nad tym co by tu zrobić, aby poprawić sytuację w polskim tenisie stołowym. Ciągłe narzekanie i anonimowe krytykowanie wszystkiego dookoła na pewno w niczym nie pomoże, a może nawet pogorszyć sytuację. Podkręcamy w ten sposób spiralę negatywnych emocji, nie zauważając i nie doceniając tego co pozytywne. Przykład Natalii Partyki i Xu Jie jest na to najlepszym dowodem. Co nam pozostanie w pamięci? Sukces dziewczyn czy niesmak po zamieszaniu z wizami? Cieszyliśmy się z medalu czy też skupiliśmy się na oczernianiu PZTS i trenera Leszka Kucharskiego? Czy tak szybkie ujawnienie tej kompromitującej informacji w jakikolwiek sposób nam pomogło, czy może zaszkodziło wizerunkowi naszej dyscypliny? Gdy już odpowiemy sobie na te pytania, następnym razem zastanówmy się dwa razy nim zaczniemy o podobnych sprawach mówić i je komentować…

order viagra